Jak sobie pomóc? Jak się wyplątać? Jak się podnieść i być silniejszą?

Czytając to co piszę możesz mi nie wierzyć. Możesz być zszkowana. Możesz mu współczuć w rzadkich momentach zazdrościć. To będzie tu pisane jest z głębi serca. Czasem na spontana pod wpływem dużych emocji, czasem przemyślane przy dużej ilości łez i smutku.

Strach

Jest źle. Gorzej być nie mogło. Ten ból…. nie tylko fizyczny ale i psychiczny. Serce łamie się na miliony kawałków. Choć z miłości… głupiej miłości widzi jakąś szanse. Wrócił z pracy. Wszystko super. Normalna rozmowa. A nagle….. Ty szma*o, ku*wo itp. Nie wytrzymałam uderzyłam go w twarz… Nie da się tak słuchać wyzwisk… za co ja pytam? ZA jakie grzechy?…

Kilka dni później.

Zapracowana, zmęczona. Niewsypana. Rano po świeży chlebek, a żeby Mąż miał dobre kanapki. Dzieci wykańczają. Mąż nie pomaga. Krytykuje. ‚Przecież mogę sobie kupić śniadanie. Obiad zjeść na mieście, nie chcesz nie rób. Dam sobie radę’. Czyż nie muszę robić tego wszystkiego dla niego? Taaak… Niech ja tylko spróbuje. ‚Na co mi taka żona, na co w końcu zarabiam. co masz…

Na pewno ulży.

Czy ktoś będzie to czytał? Nie wiem. Czy mi ulży? Na pewno. Co wiem? Że mi źle. Każdego dnia budzę się i myślę, że czeka mnie kolejny monotonny dzień. Mam trójkę dzieci (najcudowniejszych na świecie), jednak doprowadzają mnie czasem do skraju załamania. Mam męża…. i to może tyle? Jest papier, jest obrączka, jest nazwisko… gdzieś tej miłości zabrakło… wtopiło się…